About me:
"A co dziś mamy ciekawego?" - zapytała Anna. W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby udzielić jej odpowiedzi. Anna siedziała samiutka jak paluszek w wyszorowanej na wysoki połysk kuchni. Tylko radio szemrało spokojnie na lodówce - nie wiążący uwagi kamuflaż dla ciszy, 24 na 24, stacja obojętna. Charakterystyczny sygnał pełnej godziny zabrzmiał jednak wyraźnie, w jednej chwili psując cały efekt swym natrętnym bip bip biiip. Była 9.00.
Pierwsze zawroty głowy dawno minęły. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie - niebo jak tłusty krem z niebieskich migdałów i kilka niewielkich kłębiastych chmurek, topniejących powoli w promieniach słońca, niczym pacyny bitej śmietany na torcie w upalny dzień. Niedługo nie będzie po nich śladu.
"Czy można prosić o jadłowstrę... to znaczy, chciałam powiedzieć, jadłospis na dziś?" - dopytywała się cierpliwie Anna. Znaki zapytania ledwie majaczyły na końcach kolejnych kwestii. "Oczywiście, proszę pani, oto on" - odpowiedziała sobie wreszcie, zmieniając głos na grubszy i sięgając do szuflady stołu po segregator z okrągłą, żółtą, zadowoloną z siebie gębą Smiley'a na okładce. "Hmmm. Zobaczmy..."
Anna ustalała jadłospis piętnastego i trzydziestego dnia każdego miesiąca, na następnych trzysta sześćdziesiąt, a nierzadko nawet więcej, godzin swego życia. Piętnasty i trzydziesty były jej osobistymi świętami. Świętami, których nie dzieliła z nikim. Dniami wyjątkowymi, zaznaczanymi regularnie w jednym tylko kalendarzu - tym, który wisiał na jej ścianie. Czerwone kółeczko flamastrem - O - znak wiary i radosnej afirmacji, bo przecież stawiała je na dwa długie tygodnie naprzód. No i potem, to już musiała dociągnąć... Początkowo zaznaczała wszystkie wygrane dni - gdy już się uzbiera długi sznur, głupio przerwać - każda wyrwa kłuje w oczy ("Wstydź się, dziewczę, wstydź!"). Później tygodnie - co poniedziałek kółeczko na dobry początek. W końcu tak. Dwa razy w miesiącu.
Nizanie paciorków: cyk, cyk, cyk.
Cykliczne potwierdzenie siły woli.
Linearny rytuał.
A o wpadkach przypominać miały czarne krzyżyki - X.
Ubywało ich z kartki na kartkę.
Wyraźnie były w odwrocie...
Niełatwo jest ułożyć z góry jadłospis na całe dwa tygodnie, a już szczególnie niełatwo dla osoby tak wybrednej, jak Anna. Zajmowało jej to strasznie dużo czasu, ale, ponieważ uwielbiała wyszukiwać przepisy, sporządzać listy zakupów, liczyć kalorie i ustalać kolejność potraw, tak, by nie powracały zbyt często na stół, czas ten pod żadnym względem nie był dla niej stracony.
Anna odnalazła w segregatorze kartkę z właściwą datą.
~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~
2 suszone śliwki, chudy jogurt + otręby, grejfurt, kawa, tussipect
~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~
brokuł na parze, surowa marchewka, czerwona herbatka
~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~
2 pomidory, kromka pumpernikla, zielona herbatka
~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~woda~~
jabłuszko, czerwona herbatka
Obżarstwo to grzech przeciw ciału i duchu.
Koło 11, gdy Anna wyszła po zakupy, świat wyglądał jakoś dziwnie.
Jakoś nieswojo.
Zbyt promiennie.
Tak pięknie, jak jeszcze nigdy.
"Czy pogoda może być zbyt piękna? Hmmm... Podejrzane..." - myślała Anna, zmierzając do sklepu najbardziej raźnym krokiem, na jaki było ją stać. "Jakby ktoś wkręcił w niebie za mocną żarówę. A może to dwa dni upchane w jednym? A potem nastanie podwójnie ciemna noc? Hu-huuu... Noc stulecia! Ale nie, bo wtedy dzień musiałby być podwójnie ciepły. A nie jest, choć przyznać trzeba, że wszystko wygląda, jakby za chwilę miało się roztopić." Chodniki, w zwykłych warunkach ciemnoszare, wydawały się odbijać światło, niby wypolerowane do połysku płaty stali. Anna wytężyła słuch. Wprawdzie odgłosy stąpnięć docierały do jej uszu z lekkim opóźnieniem, jak źle podłożony playback - dokładnie w przerwach między krokami, ale brzmiały zupełnie normalnie i matowo. Trawniki świeciły jak ogromne seledynowe neony, budynki lśniły jak złote pałace, a nad wszystkim rozpościerała się jednolita płaszczyzna białego światła. "Czyżbym była w niebie? Czyżbym już nie żyła?" - zastanawiała się Anna. "Nie, nie, chwileczkę, jeśli ja umarłam, to na pewno nie może być niebo... Więc może... Las Vegas?" Wyraźnie słyszała wrzaski rozbawionych dzieci, ale samych dzieci nie było nigdzie widać. Głosy krążyły wokół niej niczym psotne duchy. Gdzieś z lewej zaszczekał niewidzialny pies. Parę metrów przed nią z blasku wyłoniła się promieniejąca różowym blaskiem postać w aureoli i przeszła wolno obok. Anna sama zresztą czuła się jak bezcielesny anioł. Pomyślała, że gdyby nawet runęła kolanami wprost na ten dziwny, świecący beton, wcale by jej to nie zabolało.
W ogóle.
Ani trochę.
Nic a nic.
Nagle odniosła wrażenie, że zniknął jej czubek głowy. Zdążyła tylko pomyśleć "O nie!" i zgasł nieziemski blask i wróciły zwykłe kolory i świat stanął pionowo.
Oparta wygodnie o mięciutką ścianę z trawy, Anna głowiła się, co tym razem jest nie tak. Jakiś kundel bury biegał po tej trawie i nie spadał! Zakręcił w górę jak pająk, powęszył trochę, podniósł tylnią łapę... "O rany! Jak on to robi? No tak! Znów musiałam zemdleć! Ale świecenie było pierwszy raz! Zwykle zapadał zmrok! Skąd mogłam wiedzieć? Może to przez tę efedrynę w tussipekcie? Może za dużo? Już na mózg mi pada?"
Anna podniosła się i otrzepała. "Dobrze, że trafiłam na trawę... Może powinnam dla odmiany spróbować xenadrynki? Ciekawe, czy też daje takiego kopa, jak tussipect z kawką? Hmmm... Wątpię." Kobieta w czerwonym płaszczu stała nieopodal i przyglądała jej się podejrzliwie. "Nic pani nie jest?" "Eeee... Nie. Potknęłam się tylko. Dziękuję." "To nie wyglądało, jakby się pani potknęła... Na pewno wszystko w porządku? Nie trzeba pani pomóc?" "Nie, dziękuję, po prostu poplątały mi się nogi." Kobieta nie wyglądała na przekonaną. Odeszła, rzucając jeszcze przez ramię badawcze spojrzenia w stronę Anny, która, chwiejąc się na swych cienkich kończynach jak młody źrebak, zmierzała ostrożnie w stronę najbliższej ławki. Usiadła i schyliła się nisko, by krew z powrotem spłynęła do głowy. "Ładne rzeczy" - pomyślała. "Jeśli nie dam rady sama robić zakupów, będę chyba zmuszona zamawiać pizzę do domu!" Tak ją ta myśl rozbawiła, że aż zatrzęsła się ze śmiechu, ale zaraz zabolał ją od tego brzuch i musiała przestać. "Ach, życie..."
W sklepie nie było o tej porze dużego ruchu. Ludzie krążyli bez pośpiechu pomiędzy półkami, porównując ceny i objętości opakowań, wybierając produkty ulubionych firm, na chłodno rozważając drobne decyzje: "Na tosty lepszy będzie Emmentaler czy ten ze szczypiorkiem?" "Na drugie placki z jabłkami czy naleśniki ze śmietaną?" "Do kawy Prince Polo czy Princessa?" Anna wiedziała dokładnie, po co przyszła. Robiła sobie listę przed każdym wyjściem do sklepu, jako że pamięć nie zawsze bywała jej posłuszna. Anna stokroć bardziej wolałaby wrócić do domu z pustymi rękami, niż narażać się na niepotrzebne przechadzki od stoiska do stoiska. Tego dnia jej lista obejmowała:
makaron razowy
groszek konserwowy
rybę
3 wody
kalafior
4 grejfurty
Tak właśnie było napisane - grejfurty. Grejfurty były ważne ze wzgędu na negatywne kalorie (Anna wierzyła, że na spalenie niektórych artykułów żywnościowych zużywa się więcej kalorii, niż one same zawierają), poza tym odechciewało się po nich jeść. Wszystko szło dobrze, dopóki nie okazało się, że na półce z makaronami brak makaronu razowego. To wytrąciło Annę z rytmu zakupów.
To ją rozproszyło i uczyniło podatną na pokusy.
"I co ja mam teraz począć? Chyba muszę kupić coś w zamiast... Eee... W zamian..." - rozglądała się bezradnie po sklepie. "Coś takiego jak makaron razowy, ale innego..." Przerzucała, szast-prast, opakowania makaronu na półce, wstążki, nitki, rurki, świderki, muszelki, literki, coraz szybciej, szast-prast-szast-prast, aż pomieszała dokumentnie wszystkie rodzaje. "Nie ma! Nie ma! To niemożliwe..." - Anna jęknęła cichutko z rozpaczy. "A jeśli wycofali go na zawsze? I będę musiała zamulać sobie kiszki zwykłym? Albo szukać na mieście?" Nagle usłyszała w głowie słodki, męski głos, jakby z reklamy kawy albo czekoladek, albo...
W każdym razie brzmiał jakoś znajomo.
I to ją zmyliło.
Uśpiło jej czujność.
Program antywirusowy nie zadziałał...
A głos rozgościł się i radził: "Weź zwykły, czterojajeczny. I pesto do niego... Pycha takie pesto, pamiętasz? Mniam mniam! Można jeść i jeść i wciąż się ma ochotę. Pomyśl tylko - wielka micha makaronu z pesto! I na to tarty ser! Sery są tam... Dobrze wiesz, gdzie są sery! Chodźmy... Spojrzymy tylko, jakie mają. Od jednego rzutu oka nikt jeszcze nie przytył! Przecież uwielbiasz sery! Chociaż kawałeczek rokfora, dla przypomnienia smaku..." Anna ruszyła lunatycznym krokiem w kierunku stoiska z serami, lecz w pół drogi zatrzymała ją półka z pieczywem. "Ach! Co za zapach! Świeżutkie pieczywko, chrupiący chlebuś... Mmmm...O, a tu drożdżówki! Pomyśl tylko, drożdżówka z owocowym jogurtem! Mogłabyś zjeść zaraz przed sklepem! Jak za dawnych czasów! Pamiętasz, jak się koleżanki śmiały z kropki jogurtu na twoim nosie? Nie oderwałaś wieczka do końca... Fajnie było być młodym, prawda? Od tamtego czasu na pewno pojawiły się nowe smaki... Kto wie, może kokosowy z granulkami czekolady? Plus drożdżówka. Dwie drożdżówki! Podejdź, dotknij chociaż ten chleb, wolno ci... Nie musisz zaraz kupować. Pamiętasz? Urwać kawał chrupiącej skórki, posmarować grubo majonezem... I do buzi..." W tym momencie jednak głosowi omskła się nóżka - w głowie Anny rozległo się wyraźne mlaśnięcie, dźwięk, jakby ktoś poślizgnął się na własnym języku.
Z punktu zrozumiała, co jest grane.
Skumała, czemu głos wydawał jej się znajomy.
"Tu cię mam, skurwysynu!" - odłożyła pachnący, chrupiący bochenek na półkę. "Myślałeś, że uda ci się wywieść mnie w pole, co?" - w tym mlaśnięciu Anna rozpoznała swego śmiertelnego wroga - Pasibrzucha-Kusiciela. W jednej chwili wyświetliła sobie znienawidzoną postać, by łatwiej było ją pokonać - stara, sprawdzona metoda walki z pokusami: wizualizacja i (łup! buch! ciach! plask! bach!) wymazanie. Obok stoiska z pieczywem, jak za naciśnięciem guzika, pojawił się obleśny tłuścioch o nalanej gębie i świńskich oczkach, którego tchórzliwie-lubieżny uśmieszek odsłaniał poczerniałe pieńki zębów. Całości ohydy dopełniały maciupkie lakiereczki, szpiczaste niczym szczurze mordy, workowate, prążkowane spodnie, biała koszula, której kołnierzyk ginął pod nawisem podbródka, no i nieodzowny pstrokaty krawat. Właśnie za krawat złapała Anna Pasibrzucha, by przyciągnąć jego twarz na przykre spotkanie ze swym prawym kolanem. Łup! Pasibrzuch aż się zatoczył. Gwiazdki zawirowały nad jego głową! Poszedł mu keczap z nosa! Oczka zrobiły się okrąglutkie z przerażenia! Usta wygięły w podkówkę! Wiedział, co go czeka! Kopniak w kałdun! Buch! Anna poczuła jak jej noga grzęźnie w zwałach tłuszczu i zaczęły ograniać ją mdłości. "Cholera... Coraz realniejsze te wizualizacje. Jakby tuczyła je moja nienawiść... Trzeba to szybko zakończyć!" Cios krawędzią dłoni w kark! Jak na filmach! Ciach! Pasibrzuch runął na podłogę sklepu. Plask! Guziki jego koszuli strzelały na wszystkie strony, uwalniając masę sadła, półpłynnego niczym świeży budyń. Ostatkiem sił spróbował wykonać gest kucharza, zachwalającego klientom specjalność zakładu - podniósł do ust koniuszki palców, by złożyć na nich pełen szacunku pocałunek, lecz kopniak w nery - bach! - rozłożył go do reszty i zmienił w trzęsącą się bryłę tłuszczu, przez którą Anna przeszła jak przez powietrze.
"Dobra robota! Ania nie do pokonania! Ostra zawodniczka Ania!" - myślała sobie w trzeciej osobie, pewnym krokiem zmierzając w stronę wyjścia.
Nim podeszła do kasy, ściągnęła jeszcze z półki zwyczajny makaron nitki i trzy mineralki bez gazu.
"Ha ha ha!" - cieszyła się w duchu. "Ha ha ha!"
Bezwzgędność Anny wobec Pasibrzucha-Kusiciela była w pełni uzasadniona. Ich liczne starcia nie zawsze kończyły się zwycięstwem dobra... Annie zdarzyło się już nieraz ulec słodko brzmiącym podszeptom i teraz doświadczenie mówiło jej, że w żadnym wypadku nie powinna wdawać się w dyskusje z wrogiem. Cena porażki była zbyt wysoka - nie opłacało się ryzykować. Godziny ćwiczeń, setki brzuszków, tabule na przeczyszczenie... Spanie nago przy otwartym oknie, by organizm, dla utrzymania stałej temperatury, musiał zużyć maksimum kalorii... I kolejny czarny krzyżyk w kalendarzu. Nikt normalny nie zaserwowałby sobie tak ostrej pokuty bez konkretnego uzasadnienia.
Każdy normalny starałby się podobnych męczarni unikać.
A Anna psychiczna przecież nie była...
Z kopa w żołąd, z piąchy w ryja i bye bye! Żadnego tłumaczenia: "A za co? A dlaczego? A co ja ci zrobiłem?", bo zaraz, nieuchronnie, następował kolejny etap - werble: wrrr! fanfary: tra ta ta ta!, i oto leci - ograny do znudzenia przebój, ulubiony kawałek Pasibrzuchów tego świata, evergreen pod tytułem: "Dziewczyno! Nie rozumiesz, że jesteś chora? Ja tylko próbuję ci pomóc!", a potem... Gwóźdź programu! Kabarecik Domorosłej Demagogii I Jego "Wciąż-Te-Same-Skecze-O-Wpływie-Przemian-Lalki-Barbie-Na-Tajną-Zmowę-Ideału-
Ciała-Projektantów-Gejów-I-Naciski-Społeczeństwa-Na-Przestrzeni-Wieków".
"Zapraszamy na scenę Trzy Gracje Rubensa! Brrrawa!"
"Kolej na Żywy Okaz Zdrowia! Brrrawa!"
"Znacie? To posłuchajcie! Brrrawa!"
"Przed państwem Bogini Seksu - Sophie Dahl! Brrrawa!"
"Chłop lubi mieć za co złapać! Brrrawa! Brrrawa! Brrrawa!"
Było morze, w morzu kołek, a ten kołek miał wierzchołek...
BotoxŽ wstrzykiwany wprost do mózgu, żeby tam impulsy zbytnio nie szalały.
Jeść, nie myśleć!
Jeść, płacić i zwalniać stolik!
Anna, wracając ze sklepu, delektowała się beztrosko swym wewnętrznym spokojem. Jest prawie wszystko, co potrzeba, a pokusa została odparta. Najgorsze niebezpieczeństwo minęło. Następna wyprawa na teren wroga dopiero za jakieś dwadzieścia cztery godziny. Miło było czuć w ręku ciężar tych wszystkich wiktuałów, żywnościowych półproduktów i prefabrykatów. Anna z radości aż zaczęła machać torbą... Byłaby gotowa podskoczyć sobie nawet parę razy na jednej nodze, gdyby nie ta przygoda w drodze do sklepu. "Lepiej jeszcze zbytnio nie brykać, bo znów się może w głowie zakołować..." - pomyślała. Niestety, w złą godzinę.
Po asfaltowych alejkach, tnących trawniki na czworoboki, powolutku przechadzały się trzy matki z wózkami, jedna prostopadle i dwie wzdłuż. Była to pora spaceru. "Jak nakręcane zabawki! Jak ruchome atrapy!" - zauważyła Anna z rozbawieniem. "A ja tu psuję układ. Symetria się łamie." Przyjrzała się uważnie najbliższej matce - tej, co szła prostopadle. Była wyraźnie płaską, dwuwymiarową sylwetką, wyciętą chyba ze sklejki, z wymalowaną niechlujnie podobizną człowieka. Wyglądała jak tarcza na strzelnicy. "Acha... Znów nadchodzi zawrocik!" - zrozumiała Anna i jej dobry nastrój natychmiast prysł. Poczuła mrowienie twarzy, więc czym prędzej przeniosła wzrok na blok - pierwszą konkretną i nieruchomą rzecz, która znalazła się w jej polu widzenia, a gdy rzędy okien zaczęły osuwać się wzdłuż ścian, całkiem jak na taśmociągach, tyle, że w różnych tempach, spojrzała w dół, na czubki swych adidasów, wyskakujące rytmicznie do przodu, lewy, prawy, lewy, prawy. "Raz, dwa, raz, dwa, uff... Oddychać... Uff... Dam radę, dam! Damradedam... OK, już lepiej! O kej już le piej... Trzymaj kciuki za siebie! Trzy maj kciu ki..." Jakoś zdołała donieść tych swoich czterdzieści sześć kilo, dodać pięć i pół. "Jeszcze trochę, a zgniotłabym sobie kciuka w garści! Jak ziemnego orzeszka... Powinnam nosić cięższe buty - może lepiej trzymałyby się ziemi" - rozmyślała, rozprostowując obolałe od ściskania palce i wyjmując klucze z kieszeni dżinsów. Brzęk, brzęk... Znajomy dźwięk. "Witaj domku! Tęskniłeś choć trochę?"
Po drugim śniadanku Anna postanowiła napisać list do przyjaciółki. Poważnie zaniedbała ostatnimi czasy pisanie listów, być może dlatego, że odchudzanie szło jej coraz lepiej i w coraz mniejszym stopniu wymagało wspomagania się tego typu środkami. Poza tym Anna nie miała żadnych przyjaciółek i tak naprawdę nikt się listów od niej nie spodziewał. W istocie Anna pisała do całkiem obcych ludzi - nazwiska i adresy wybierała na chybił-trafił ze starej książki telefonicznej. Wprawdzie nie znała numerów mieszkań, ale wierzyła, że wcale nie są konieczne, że listy i tak dochodzą. Właściwie osoba ostatecznego odbiorcy była Annie obojętna. Owszem, bawiło ją, że w ten sposób znienacka pojawia się w czyimś życiu, że przez jakiś czas zaprząta czyjś umysł, ale czy był to umysł kobiety, czy mężczyzny, czy może dwa umysły równocześnie, nie miało dla niej większego znaczenia. Równie dobrze mogłaby publikować swoje listy w prasie lub powielać je i przypinać pineskami do drzew w parku. Liczył się sam akt pisania oraz fakt, że ktoś, gdzieś, kiedyś, zapozna się z treścią. Początkowo traktowała pisanie listów jako pewien rodzaj spowiedzi, lecz, od kiedy nabrała wprawy w walce o czystość ciała i duszy, rejestr jej grzechów skurczył się do całkiem niepoważnych rozmiarów - tu obciążała jej sumienie dodatkowa kromka razowego pieczywa z chudym serem, tam nadliczbowe jabłko albo pachnąca zniewalająco para mandarynek, które Anna pożarła ukradkiem w sklepie...
Cóż - nie bardzo miała się z czego spowiadać.
Od czasu, gdy jej rachunek sumienia przestał wykazywać znaczące straty, Anna zaczęła po prostu przelewać na papier swoje przemyślenia, doszła bowiem do wniosku, że najlepiej myśli jej się nad kartką papieru, choćby i całkiem pustą.
Zauważyła bowiem, że pisanie wybitnie sprzyja koncentracji.
Wyjęła z biurka pióro i papeterię - bladoróżowy papier listowy i koperty ozdobione były mordką Hello Kitty. Ten infantylny motyw wcale nie był przypadkowy - Anna wybrała go z pełną świadomością dodatkowego sensu, ukrytego pod "Och, jakże słodką!" powierzchnią: "Kitty nie ma pyszczka... A cóż to oznacza? Oczywiście, że nic nie je!"
Pióro, marki Mont Blanc ("Prawda, może i było to drobne szaleństwo, ale co tam - raz się żyje!"), miało uszlachetniać wygląd jej przelewanych na papier myśli.
Droga Przyjaciółko! - pisała Anna. Spieszę Ci donieść o mym kolejnym sukcesie - jak wynika jasno i niezbicie z Tabeli Ewidencji Ubytku Masy Ciała Panny Anny (czyli mojego!) znów jestem lżejsza o kilogram! Ha ha! Podobno w przyrodzie nic nie ginie, ale szczerze mówiąc niezbyt interesują mnie dalsze losy tego kilograma. Tym razem zajęło mi to zaledwie tydzień. (Jak wiesz, mogłabym go zrzucić w parę dni, ale przy takim tempie jojo murowane! Spokojnie, nie warto się szarpać, co nagle, to po diable, itd.) Za każdy stracony kilogram wymyślam sobie jakąś nagrodę - ostatnim razem były to dżinsy. Chciałam o numer za małe, żeby mnie mobilizowały przy kolejnych przymiarkach, ale najmniejsze jakie mieli i tak okazały się dość luźne. Fajne, ale luźne. Chodzę w nich jednak i jestem z zakupu bardzo zadowolona. Chłopak z obsługi puścił dowcip, że niby powinnam się ubierać w sklepach dla dzieci. Zrobiłam minę numer dziesięć ("Zła oraz Zimna, ponadto Wyniosła") i spytałam, czy jego zdaniem wyglądam na dziecko. Speszył się i zaraz przeprosił. Hmmm... A może to miał być komplement z jego strony? W każdym razie mam nadzieję, że nie będę zmuszona tego robić... - pisała Anna. Kupować ciuchów w dzieciowych sklepach. W pewnym filmie ktoś powiedział, że być sobą, to znaczy w możliwie największym stopniu upodobnić się do swego ideału. Celne - podpisuję się pod tym obiema rączkami! Nigdy nie rozlepiałam po domu zdjęć aktorek czy innych modelek, żadnych kapliczek ku czci jakichś idiotek! Dziękuję bardzo za taką inspirację! Moim ideałem jestem ja sama - Ania... za jakiś (bliżej nieokreślony) czas. Wiem jak będę wyglądać - wciąż sobie siebie wyobrażam, gdy już będę taka, jak chcę. To podobno pomaga, a na pewno jest miłe. Poprawia samopoczucie. (To jak z uśmiechem - jak się do siebie uśmiechniesz, zrobi Ci się weselej. Spróbuj kiedyś!) Wiem, że mogę ten cel osiągnąć - moja budowa kostna jest idealna - pisała Anna. Mogłabym być wyższa, ale co tam. No, wprawdzie muszę przyznać, że sprawia mi przyjemność widok mojego długiego cienia na trawie przy popołudniowym słońcu (ha ha, gdyby kiedyś dla odmiany mój cień mógł pokierować mną, ciekawe, co kazałby mi robić?), ale wiem, że na wzrost nic nie poradzę, więc nie zamierzam się zamartwiać - grunt to pozytywne myślenie :-))) Człowiek zasługuje na to, żeby wyglądać jak swój ideał, zgodzisz się chyba? Nie jesteśmy zobowiązani trwać w stałej formie, jeśli nam nie pasuje! Gdy patrzę w lustro, myślę sobie "To jeszcze nie całkiem ja, wszystko na dobrej drodze, skorupka już zaczyna pękać, ale to jeszcze nie ja." To kwestia jedności ciała i duszy. Chcę wyglądać elegancko i subtelnie. "Lakonicznie". Chcę posiąść wizualną doskonałość trzciny z japońskiego drzeworytu. Coż, to prawda, że na japońskich drzeworytach wszystko wygląda doskonale, nawet mędrcy i karpie, ale wiesz, co mam na myśli... - pisała Anna. Pragnę, patrząc na siebie, odczuwać ten sam rodzaj przyjemności, co z patrzenia na trzcinę. Wszelki nadmiar jest nieelegancki i wulgarny. Jako ludzie cywilizowani nie potrzebujemy nosić na sobie zapasów tłuszczu na czarną godzinę. Nie ma obawy - pożywienia nie zabraknie. A zamiast jakiejś głupiej "laski" z wybiegu, postawiłam sobie na biurku zdjęcie Karen Blixen - bo potrafiła w pełni korzystać z życia. Prześladował ją ciągły pech - anorka, syfilis, związki z facetami jej nie wychodziły (o! rymło mi się!), przedsięwzięcia się nie wiodły, a jednak się nie załamywała. Jej siły ducha starczyłoby na dziesięć modelek, nie wspominając już o talencie... Uwielbiam "Pożegnanie z Afryką"! Niestety muszę kończyć - czas na ćwiczonka. Myślenie o Karen dobrze mi robi :-) Całuję mocno! Ania.
P. S. Nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem Ci fragmentu z Baudelaire'a, który odkryłam wczoraj w jednym z jego szkiców o sztuce. Oto on: "Piękno składa się z elementu wiecznego, niezmiennego, którego ilość jest nader trudna do określenia, i elementu zmiennego, zależnego od okoliczności, takich jak moda, moralność, namiętność, wzięte oddzielnie lub wszystkie razem. Bez tego drugiego elementu, który jest niby opakowanie niebiańskiego przysmaku, zabawne, podniecające i zaostrzające apetyt, pierwszy byłby niestrawny, nie dający się ocenić, niewłaściwy i obcy naturze ludzkiej. Wątpię - pisze Baudelaire, czy można by znaleźć jakikolwiek przykład piękna nie składającego się z obu elementów." I co Ty na to?
To była chyba czyjaś działka, ale czyja? Tego Anna nie wiedziała. Siedziała przy stole z grupą najwyraźniej doskonale znanych sobie osób. Dobrze się wśród nich czuła. Wszyscy byli ubrani w typowo weekendowe, luźne ubrania - szorty, kolorowe t-shirty, kwieciste koszule. Wszyscy wyglądali na rozbawionych. W pobliżu stołu dymił ogromny grill. W głębi sceny widać było rzędy owocowych drzew i krzewów, tyczki do pomidorów i jakieś grządki, nad którymi, zapewne dzięki pracy ukrytego zraszacza, rozpościerała się delikatna tęcza. Anna sięgnęła po słone orzeszki. "Jest przecudownie" - pomyślała i aż przymknęła oczy z zadowolenia. Gdyby była kotem, zapewne zaczęłaby mruczeć. Do jej uszu wyraźnie docierał soczysty dźwięk syczącego na rozgrzanych węglach tłuszczu. Zapach przypalonego mięsa rozkosznie pobudzał jej ślinianki. Zatrzymała rękę wpół drogi i zamiast do miseczki z orzeszkami, sięgnęła po widelec - miała jeszcze całe pół kiełbaski na talerzu. Nie chciała przecież, żeby jej wystygła! Orzeszki nie uciekną... Anna wytaplała kiełbaskę w spodeczku z keczapem i łapczywie zatopiła w niej siekacze. Poczuła, że tłuszcz cieknie jej po brodzie, więc po prostu starła go wierzchem dłoni, nawet nie odkładając widelca. "Ach, wakacje..." - myślała. "Nie ma jak wakacje!" Była pewna, że są wakacje, choć nie potrafiła przypomnieć sobie, kto jej o tym powiedział. Pamiętała tylko, że w tym roku zaczęły się już w maju, żeby można było organizować wakacyjne majówki. "Czy to jest właśnie wakacyjna majówka?" Anna zastanawiała się przez chwilę, lecz nijak nie była w stanie, na podstawie danych dostępnych swej pamięci, wydedukować aktualnej daty. Wreszcie poddała się i po prostu rzuciła w eter pytanie: "Jaki mamy miesiąc?" "No jak to? Majerwiec przecież" - odparł ze zdziwieniem sąsiad z lewej. "Ukryta zatoczka czasu między majem a czerwcem. Kilka dodatkowych dni... W majerwcu możesz pić i nigdy się nie urżniesz, możesz się kochać i nigdy nie opadniesz z sił, możesz tańczyć i nigdy się nie zmęczysz, możesz jeść i nigdy nie będziesz miała dość, możesz... Jeśli lubisz biegać, możesz wziąć udział w biegu na tysiąc mil!" "Nie, dziękuję. Dobrze mi tutaj." "No i najważniejsze - ten czas się nie liczy." "Jak to?" "Tak to" - chłopak uśmiechnął się do Anny - "Twoje zdrowie!" - i wlał w siebie na raz pół szklanki piwa. "No tak... Naturalnie" - pomyślała, chociaż, gdyby ktoś ją z kolei zapytał, nie potrafiła by tego "No tak" w żaden sposób uzasadnić, ani wyjaśnić, o co w tym wszystkim chodzi. Włożyła do ust resztę kiełbaski i zagryzła pajdą chleba. Ledwie się to wszystko razem zmieściło. "Łyka łyka, pełna grdyka" - zaśpiewała jej sąsiadka z prawej i wszyscy się roześmiali. Anna nie wytrzymała i też zaczęła się śmiać i tak się śmiała, tak się śmiała, że aż na wpół pogryziona kiełbaska z kawałkami chleba wyleciała jej z buzi na kolana. Na ten widok towarzystwo zaczęło się tak zarykiwać "he he he!" i "ha ha ha!", tak się giąć i pokładać, że o mało nie pospadało z krzeseł. Gdy wreszcie ucichły okrzyki "Oj, bo pęknę!", "Oj, nie wytrzymam!", "Zaraz się zleję!" itd. i tylko gdzieniegdzie rozlegał się stłumiony chichot lub parsknięcie, gdy wszyscy zgromadzeni przy stole odzyskali wreszcie zdolność mówienia, Anna, która uspokoiła się ostatnia, zagadnęła swą dowcipną sąsiadkę: "Ciekawe, co tam się piecze na ruszcie?" "Żeberka, kotuś, żeberka" - odparła dziewczyna, widać lepiej poinformowana, i puściła do Anny oczko. "A potem będą udka, kaszanka, biała kiełbasa i moje ukochane szaszłyczki! A potem to już nie pamiętam co, ale na pewno coś pysznego." I tak właśnie było. Anna wcinała z niegasnącym apetytem kolejne grillowane specjały, maczała je na przemian w keczapie, chrzanie i musztardzie, zagryzała chlebkiem, a w przerwach, w oczekiwaniu na kolejne porcje, chrupała chipsy, pojadała paluszki i orzeszki, popijała piwko i colę... Słowem - obżerała się na całego i do tego jeszcze oblizywała palce.
Obudziła się z kciukiem w ustach, ciężko przerażona.
"Co ja najlepszego narobiłam! Co ja narobiłam..." Z wolna uświadomiła sobie, że to był tylko sen, lecz, mimo to, lęk i obrzydzenie wcale nie chciały jej opuścić. "Jak dobrze, że nigdy nie trzymam zapasów w lodówce... Jak dobrze... Pewnej nocy, w lunatycznym widzie, mogłabym iść do lodówki i wszystko zeżreć... Zeżreć! Wszystko!!!" Anna poczuła, że coś ciepłego płynie jej po twarzy. To była łza. Za chwilę poczuła drugą i trzecią. Rzuciła się twarzą na poduszkę. "W dodatku tyle węglowodanów!" - myślała. "Jak jakaś dzikuska! Czy takie potwory czają się w mojej głowie? Idźcie sobie! Nie chcę was! Co mam zrobić? Co zrobić? Jak się tego pozbyć? Koszmar! Koszmar! A jeśli podświadomie marzę o tym? O takim zeszmaceniu do cna? Podobno niektóre kobiety podświadomie pragną gwałtu... A jeśli ten sen będzie się powracał? Wysysanie kaszanki ze skóry... Skrzepła krew i jelita...I ta zachłanność! Te odgłosy! Ciam ciam ciam ciam..." Grymas zwierzęcej zawziętości wykrzywił Annie twarz i obnażył jej zaciśnięte zęby. "Białe miękkie granule tłuszczu w kiełbasie... Te jakieś elementy... Niewiadomego pochodzenia... To przecież gorsze niż kanibalizm!" Dławiła ją nienawiść do samej siebie. Miała ochotę iść do łazienki i włożyć sobie palce do gardła, zamiast tego jednak zdecydowała się na lodowaty prysznic. Odkręciła kurek i stała bez ruchu, pozwalając, by woda swobodnie spływała jej po ciele - przejmujące zimno wypierało wszelkie myśli i działało jak anestetyk. Po wyjściu z łazienki, cała mokra, usiadła skulona na łóżku. Objęła kolana rękami i ścisnęła z całej siły. Woda z włosów ciekła jej wzdłuż kręgosłupa i wsiąkała w prześcieradło. Anna trzęsła się z zimna. "Ćśśś, spokojnie, spokojnie, nic się nie stało... Wszystko pod kontrolą. Wszystko pod kontrolą. Wszystko pod kontrolą." Powtarzała sobie tę mantrę, kołysząc się w przód i w tył niczym wańka-wstańka. Nad ranem znów zasnęła, zwinięta w kłębuszek, tym razem snem bez snów.
"Tkanka tłuszczowa utworzona jest z komórek wypełnionych tłuszczem, który spycha na obwód komórki jądro i protoplazmę. Tkanka tłuszczowa nagromadzona w niektórych okolicach stanowi zapas materiału odżywczego, lub jako tkanka tłuszczowa podskórna tworzy ochronę mechaniczną dla głębiej położonych narządów."
Mała Encyklopedia Zdrowia
"Jesteśmy chude tam, pod spodem. Każda z nas chodzi na
patykowatych odnóżach, każda z nas jest lekką, watłą
konstrukcją, rusztowaniem dla tego, co prozaiczne i
oczywiste."
A. A.
"To wielka pokusa zostać aniołem, ale granica między
byciem aniołem a niebyciem w ogóle jest niezwykle
cienka."
Paul Virilio
Wagowo:
Podstawowe dane:
start: 27.11.2008
koniec: .2009
czas:
waga początkowa: 58,0kg [bmi: 22,66]
waga końcowa: 40,0kg [bmi: 15,62]
do zrzucenia: 18,0kg
Czas trwania poszczególnych tygodni
00 tydzień: 27.11.2008-02.12.2008
01 tydzień: 03.12.2008-09.12.2008
02 tydzień: 10.12.2008-16.12.2008
03 tydzień: 17.12.2008-23.12.2008
04 tydzień: 24.12.2008-30.12.2008
05 tydzień: 31.12.2008-06.01.2009
06 tydzień: 07.01.2009-13.01.2009
07 tydzień: 14.01.2009-20.01.2009
08 tydzień: 21.01.2008-27.01.2009
09 tydzień: 28.01.2009-03.02.2009
10 tydzień: 04.02.2009-10.02.2009
11 tydzień: 11.02.2009-17.02.2009
12 tydzień: 18.02.2009-24.02.2009
13 tydzień: 25.02.2009-02.03.2009
14 tydzień: 03.03.2009-09.03.2009
15 tydzień: 10.03.2009-16.03.2009
16 tydzień: 17.03.2009-23.03.2009
17 tydzień: 24.03.2009-30.03.2009
Cele pośrednie do osiągnięcia.
TAK MA BYĆ !!!
27.11.2008: 58,0 kg [bmi: 22,66]
03.12.2008: 57,0 kg [bmi: ]
10.12.2008: 56,0 kg [bmi: ]
17.12.2008: 55,0 kg [bmi: ]
24.12.2008: 54,0 kg [bmi: ]
31.12.2008: 53,0 kg [bmi: ]
07.01.2009: 52,0 kg [bmi: ]
14.01.2009: 51,0 kg [bmi: ]
21.01.2008: 50,0 kg [bmi: ]
28.01.2009: 49,0 kg [bmi: ]
04.02.2009: 48,0 kg [bmi: ]
11.02.2009: 47,0 kg [bmi: ]
18.02.2009: 46,0 kg [bmi: ]
25.02.2009: 45,0 kg [bmi: ]
03.03.2009: 44,0 kg [bmi: ]
10.03.2009: 43,0 kg [bmi: ]
17.03.2009: 42,0 kg [bmi: ]
23.03.2009: 41,0 kg [bmi: ]
30.03.2009: 40,0 kg [bmi: ]
Cotygodniowy pomiar wagi :
27.11.2008: 58,0 kg [bmi: 22,66]
03.12.2008: kg [bmi: ]
10.12.2008: kg [bmi: ]
17.12.2008: kg [bmi: ]
24.12.2008: kg [bmi: ]
31.12.2008: kg [bmi: ]
07.01.2009: kg [bmi: ]
14.01.2009: kg [bmi: ]
21.01.2008: kg [bmi: ]
28.01.2009: kg [bmi: ]
04.02.2009: kg [bmi: ]
11.02.2009: kg [bmi: ]
18.02.2009: kg [bmi: ]
25.02.2009: kg [bmi: ]
03.03.2009: kg [bmi: ]
10.03.2009: kg [bmi: ]
17.03.2009: kg [bmi: ]
23.03.2009: kg [bmi: ]
30.03.2009: kg [bmi: ]
destruit:
# Jeśli nie jesteś chuda, to znaczy, że nie jesteś; atrakcyjna.
# Bycie chudą jest ważniejsze od bycia zdrowś.
# Będziesz się głodziła i robiła wszystko co w Twojej mocy,aby wyglądać coraz szczuplej.
# Nie będziesz jadła bez poczucia winy.
# Nie będziesz jadła niczego bez ukarania siebie za to.
# Będziesz liczyła każdą kalorię i ograniczała ich ilość.
# Najważniejsze jest to, co mówi waga.
# To proste: chudnięcie jest dobre, a przybieranie na wadze - złe.
# Nigdy nie jesteś zbyt chuda.
# Bycie chudą i niejedzenie są dowodami prawdziwej siły woli.
KREDO:
# Wierzę w potęgę kontroli,która jako jedyna może wnieść porzšdek w chaos,którym jest mój świat.
# Żyję w przekonaniu,że jestem najbardziej bezwartościową i bezużyteczną osobą,która kiedykolwiek istniała na tej planecie i że jestem kompletnie niewarta czyjegokolwiek czasu i uwagi.
# Wierzę, że inni ludzie, którzy mają o mnie inne zdanie to kompletni idioci.Jeśli potrafiliby się przekonać,jaka jestem w rzeczywistości,wówczas znienawidziliby mnie tak bardzo jak ja siebie nienawidzę!!
# Wierzę w perfekcję i chcę ją osiągnąć.
# Droga do szczęścia jest stawaniem się kimś lepszym niż wczoraj.
# Wiem, że waga jest wskaźnikiem moich codziennych sukcesów i porażek.
# Wierzę w piekło,bo czasami mam wrażenie, że w nim żyję.
# Wierzę w całkowicie czarny i biały świat...
ZASADY:
#1 Musisz znienawidzić jedzenie i pokochać głód.
#2 Waga
Waga nigdy nie kłamie, co więcej-to ona jest odzwierciedleniem Twoich sukcesów i porażek każdego dnia.Waż się każdego dnia, najlepiej na czczo i o tej samej porze.
Jeśli wskazówka wagi podskoczy w górę,zrezygnuj tego dnia z kolacji.Oczywiście wahania o 1-2 kg są w tzw.normie.To skutek przejściowego zatrzymania wody w organizmie.
#3 Wymiary
Mierzymy się co tydzień lub dwa. Biust,talia,biodra.
#4 Cele
Wyznacz sobie realne cele i dąż do nich.Nie zapominaj o nagrodach, to ważne.
#5 Kalorie
Kalorie są jednym z najważniejszych punktów diety,powinnaś kontrolować ilość spożytych/spalonych w ciągu dnia kalorii.
Najlepiej wszystko zapisuj, będą Ci do tego potrzebne tabelki kaloryczne i zwykły zeszyt...
#6 Dieta Ustal przede wszystkim system swojej diety.To znaczy załóż sobie np.że będziesz ograniczać tłuszcz,albo jeść tylko produkty bogate w białko i błonnik.
#7 Menu
Stopniowo wykreślaj ze swojego jadłospisu tłuszcze,uważaj na węglowodany.Dla ułatwienia możesz zrobić sobie listę rzeczy,które jesz.
#8 Thinspiracje
To mogą być zdjęcia,fragmenty piosenek,dosłownie cokolwiek,co mogłoby Cię zmotywować w dążeniu do celu.
#9 Lustro
Spójrz w lustro i powiedz sobie, że jesteą gruba. Nie wierz w to, co mówią inni. Oglądaj zdjęcia chudych dziewczyn i zostań taka jak one.
Nie myśl o jedzeniu, nie jedz.Jedzenie sprawi, że utyjesz.Każde jedzenie tuczy.Pij dużo wody.Przymierzaj ubrania o dwa numery za małe,zmotywuje Cię to do niejedzenia,by do nich schudnąć.I nie płacz.
Płacz pokazuje, że nie masz nad sobą kontroli.
#10 W dążeniu do ideału...
Miej zawsze doskonały makijaż, idealną fryzurę, dokładnie wysprzątany pokój,najlepsze notatki,oceny i tak dalej.W ogóle staraj się być najlepsza we wszystkim,co robisz.Kontrola nad sobą pomoże Ci to osiągnąć.
#11 Bransoletki
To nasz symbol, nieoficjalny znak rozpoznawczy dla wtajemniczonych.Kolor czerwony oznacza anoreksję,fioletowy - bulimię.Jeśli kiedykolwiek spotkasz drugą taką osobę, popatrz jej prosto w oczy i uąmiechnij się.Ona zrozumie.
#12 Nasza tajemnica
Nie mów nikomu...
MOB+CYTATY:
#1 Każdy dodatkowy kilogram sprawia,że stajesz się brzydka,nieatrakcyjna,do niczego,nielubiana...
#2 Każdy kilogram, z którym się pożegnasz sprawi,że będziesz szczęliwa,lekka i bez wyrzutów sumienia.
#3 Ana to twoja najlepsza przyjaciółka - daje Ci możliwość bycia pięknś i szczęśliwą!
#4 Aby sprawdzić swój charakter i silną wolę musisz przestać jeść, przestać myśleć o jedzeniu!!!
#5 Będziesz wartościowa, wtedy i tylko wtedy,gdy staniesz się szczupła, chuda - piękna.
#6 Sama wiesz jak ludzie patrzą na grubych, obleśnie otyłych ludzi, przecież nie chcesz być tak postrzegana!
#7 Nie chcesz słyszeć smiechów za plecami i dogryzania szczupłych koleżanek.
#8 Musisz udowodnić wszystkim, jaka jesteś silna i jaka jesteś; naprawdę piękna, bez tych wszystkich wałków na brzuchu,trzęsących się ud i pośladków, obrzydliwych "opon" na biodrach - bez nich byłoby Ci lepiej.
CYTATY:
# "Quod Me Nutrit, Me Destruit - Co Mnie Żywi, Mnie Niszczy.
# "Porażka nie wchodzi w rachubę"
# "Jedz mniej, waż mniej"
# "Jesteś tym, co zjadasz"
# "Kalorie nie są w stanie cię uszczęśliwić"
# "Wszystko jedno,gdzie się żyje raz się chudnie,raz się tyje"
# "Jedzmy mniej,aby inni mieli więcej"
# "Jeśli zaczniesz jeść,nie będziesz mogła skończyć"
# "W ogóle nie myśl o jedzeniu i nie jedz:jedzenie sprawia,że stajesz się gruba"
# "Jedzenie jest moim wrogiem"
# "Nie wolno mi chcieć"
ALFABET:
A - Anoreksja - moja królowa.
B - Bezsilność - wkrada się w życie...
C - Chudnięcie - im więcej tym lepiej...
D - Doskonałość - zawsze daleka.
E - ED - zaburzenia łaknienia.
F - Figura - wciąż nie ta upragniona.
G - Głodówka - szczyty wytrzymałości.
H - Hamowanie głodu - tabletkami...
I - Izolacja - tylko ja i ana.
J - Jedzenie - zabronione!
K - Kalorie - obsesja liczenia.
L - Lustro - odbicie sprawia rozpacz.
M - Męczarnia - katowanie się ćwiczeniami.
N - Nałóg - nie do zwyciężenia.
O - Osamotnienie - przecież nikt nierozumie.
P - Pragnienie - bycia piękną...
R - Ratunek - ale po co...
S - Satysfakcja - jest cudowna...
T - Thinspiracje - pomagają.
U - Ukrywanie niejedzenia - ciągły stres.
W - Ważenie się - chwila niepewności.
Z - Zero - wymarzona waga...
Pozwól mi się przedstawić. Nazywam się albo tak mnie nazywają tak zwani "lekarze", Anoreksja. Anorexia Nervosa to moja pełna nazwa, ale możesz nazywać mnie Ana. Mam nadzieję, że zostaniemy dobrymi partnerkami. W nadchodzącym czasie, zainwestuję w Ciebie dużo czasu i oczekuję tego samego. W przeszłości słyszałaś od swoich nauczycieli i rodziców: jesteś taka dojrzała, inteligentna, posiadasz tyle potencjału.(?!)Mogę spytać, gdzie cię to doprowadziło? Absolutnie nigdzie! Nie jestes perfekcyjna, nie starasz sie wystarczajaco mocno, co więcej tracisz swój czas na rozmyślanie, gadanie z przyjaciółmi, rysowanie... Takie rzeczy nie będą miały miejsca w przyszłości. Bo niepowinny mieć!
Twoi przyjaciele Cię nie rozumieją. Nie sa godni zaufania. W przeszłości, kiedy pytalas sie: "czy wyglądam grubo?", odpowiadali: "oczywiście, że nie" i wiedziałaś, że kłamią. Tylko ja mowię ci prawdę. Twoi rodzice, nawet się tym nie zajmujmy. Wiesz, że cie kochaja, że o ciebie dbają, ale robią to, bo są Twoimi rodzicami i maja obowiązek to robić. Powiem Ci teraz sekret: gdzieś tam głeboko w duszy sa bardzo Toba zawiedzeni. Ich córka, ta z wielkim potencjałem stała się grubą, leniwą dziewczyną. Ale ja to wszystko zmienię.
Dużo od Ciebie oczekuję. Nie wolno Ci jeść dużo. Rozpocznie sie powoli: unikanie tłuszczu, czytanie tabel z wartosciami odżywczymi, unikanie fast foodów, smażonego jedzenia, itp. Przez jakis czas ćwiczenia będą proste: bieganie, przysiady. Nic poważnego. Zrzucisz kilka kg z brzucha i ud. Ale za jakiś czas powiem Ci że to mi nie wystarcza...
Oczekuję od Ciebie zmniejszenia ilości kalorii i zwiększenia ilości ćwiczeń. Musisz tak robić, bo nie możesz mnie zawieść. Wkrótce, bedę z Toba zawsze. Bede z Toba, kiedy obudzisz sie rano i pobiegniesz na wagę. Liczby staną się przyjaciółmi i wrogami, te modlitwy, żeby było ich mniej, niż poprzedniego dnia, wieczoru, itp. Patrzysz w lustro z niechecią. Przeklinasz ten tłuszcz, a zadowolona jesteś z wyłaniających się kości. Jestem z Tobą, kiedy obmyślasz plan na kolejny dzień: 400 kcal, 2 h cwiczen. Ja jestem tą, która podsuwa Ci te myśli, bo teraz Twoje i moje myśli, to nasze wspólne myśli.
Podążam za Toba przez cały dzień. W szkole, podpowiadam Ci o czym myśleć. Podliczasz kalorie, z dnia na dzień za dużo. Wypelniam Twój umysł myślami o jedzeniu, wadze, kaloriach i innych rzeczach bezpiecznych do myślenia. Bo teraz, jestem już w Tobie. Jestem w Twojej głowie, sercu i duszy. Bóle spowodowane głodem, udajesz że ich nie ma - to znaczy że jestem w Tobie.
Wkrótce będę mówić Ci co robic nie tylko z jedzeniem, ale ze wszystkim. Uśmiechaj sie i przytakuj. Prezentuj siebie jak najlepiej. Pierdol ten tlusty brzuch. Boże, jestes taka gruba krowa! W porze posiłkow przychodzę i mówie co robic. Przygotowuję talerz z sałatą. Rozrzuć naokoło jedzenie. Spraw, by wygladało to tak, jakbyś coś jadła. Nie skosztuj niczego! Jeśli zjesz, Twoja kontrola się zniszczy...czy tego chcesz?stać sie taką grubą krową jaką byłaś? Namawiam Cię abyś patrzyła na modelki w gazetach.Te piekne, chude, z bialymi zębami wzory perfekcji gapiące sie na Ciebie z tych wspanialych stron. Sprawię, że zdasz sobie sprawę, że nigdy taka nie będziesz. Zawsze będziesz gruba, nigdy taka piekna jak one. Kiedy spojrzysz w lustro, zniekształcę obraz. Pokaze Ci obsesyjność. Pokaze Ci zapaśnika sumo, kiedy w rzeczywistosci jest to głodne dziecko. Ale tego nie mozesz wiedzieć, bo jesli sie dowiesz, to znowu zaczniesz jeść i koniec z naszą przyjaznią.
Czasem się zbuntujesz. Mam nadzieje ze nie często. Czasem odnajdziesz zbuntowaną cząstkę własnego ciała i pójdziesz do ciemnej kuchni. Drzwi szafki wolno się otworzą. Twoje oczy będą patrzeć na jedzenie, od którego trzymałam Cie na odległy dystans.Twoje ręce, jak zmora będą szukały ciastek w ciemnosci. Będziesz sięgać po nastepną i nastepną paczkę. Twój brzuch stanie sie pełny i wielki, ale Ty nie przestaniesz. I cały czas będę krzyczeć : przestań gruba krowo, nie posiadasz ani trochę samokontroli, będziesz gruba! Złamałaś podstawową zasadę: zjadłaś, chcesz mnie z powrotem. Zaprowadze Cię do toalety, na kolana, przed kibel. Bez bólu wsadzisz palce do gardła i całe żarcie wyjdzie z powrotem. Będziesz tak robić, aż krew wypłynie z wodą i będziesz wiedziała, że wszystko zwrócone. Kiedy wstaniesz bedziesz czuła sie jak naćpana,ale nie poddawaj się, musisz dać radę, taka gruba krowa zasługuje na ból.
Może wybierzesz inny środek, aby pozbyc sie winy. Moze każę Ci brać przeczyszczacze, i bedziesz siedziała na kiblu do rana. A może będziesz sie samookaleczać, walić głową w ścianę aż rozboli Cie głowa. Jesteś w depresji, obsesji, bólu, szukasz pomocy ale nikt nie będzie Cię słuchał.Kogo to obchodzi? Zasługujesz na to, sama zawaliłas. Czy chcesz żeby to się przytrafilo Tobie? Czy jestem nie fair? Ja robię rzeczy, które Ci pomogą. Sprawię, że przestaniesz czuć cokolwiek. Myśli pełne złości, smutku, desperacji i samotności mogą zniknąć bo zabiorę je i wypełnie Twoją głowę metodami liczenia kalorii.Zabiore od Ciebie chęć pasowania do rówieśników, żeby wszystkich zadowolić. Jestem twoją jedyną przyjaciółką, którą musisz zadowolić.
Mam słaby punkt. Ale nikomu nie wolno nam o tym mówić. Jeśli zdecydujesz się walczyć, powiedzieć komuś jak wygląda Twoje życie, wszystko pójdzie w cholerę. Nikt nie musi wiedziec, nikt nie musi rozbijać tej skorupy, ktora Cię osłoniłam. Ja Cię wykreowałam, to chude, perfekcyjne dziecko. Jesteś moja i tylko moja. Beze mnie, jesteś nikim. Więc, nie walcz.Gdy ktoś skomentuje, zignoruj go. Zapomnij o nich, zapomnij o każdym, kto będzie chciał mnie zabrać. Jestem Twoją najlepszą przyjaciółką i chcę by tak pozostało.
Twoja na zawsze Ana "